Polemika, a jakby jej nie było

Natrafiłem na taki oto artykuł. Tym samym mam twardy orzech do zgryzienia. Z jednej strony jak to już wcześniej przedstawiałem, jestem za tym, by respektować wyroki niezawisłych sądów. Z drugiej jednak trudno mi jest się nie zgodzić z poniższymi cytatami:

„Tym razem mam jednak wrażenie, że Trybunał się pomylił. Można mieć wątpliwości co do tego, czy nauczanie religii jest i powinno być takim samym przedmiotem jak wszystkie inne.”

„Trybunał kierował się zasadą równości wobec prawa, ale obawiam się, że wzmocnił tylko faktyczną nierówność. (…) dlatego, że żyjemy w kraju, gdzie ogromna, przygniatająca większość ludzi należy do jednego wyznania, zaś te parę procent pozostałych dzieli się na innowierców różnych wyznań, agnostyków i niewierzących. Chcę przez to powiedzieć, że wręcz nie da się w takiej sytuacji faktycznej uniknąć przykrego dla tej reszty efektu dominacji jednej religii – tu: katolickiej. Co więcej, nasze szacowne państwo nigdy nie zdobyło się na odwagę, by tę faktyczną dominację choć trochę zmniejszyć, by ów nieunikniony dyskomfort mniejszości choćby symbolicznie osłabić.”

W tym tkwi właśnie problem. Argumentacja autora artykułu jest nie do podważenia.  Jednakże  jest to krytyka wyroku, a sam wcześniej wypowiadałem się przeciwko krytykowaniu. Nie można jednak zaprzeczyć zasadności argumentów. Muszę sobie przemyśleć chyba moje podejście odnośnie braku krytyki. Czasami jest łatwiej jak to się przeleje na papier. Jak coś wymyślę przeleje to tu 🙂

dodajdo.com

Reklamy

Klasa dla krzyża

Znowu ta sama sprawa wróciła jak bumerang, a to za sprawą artykułu w GW. Już o tym wcześniej pisałem. Nie poprzestając na słowach wysłałem również petycję do prezydenta. Wracając jednak do meritum. Tym razem jednak mój odbiór opisywanej sytuacji tj. wyznaczenie oddzielnej sali do lekcji religii, jest  jak najbardziej pozytywny i podpisuję się pod nim. Z jednym małym „ale”. Aż kusi, by napisać tu słynne polskie powiedzenie „Chcieliśmy dobrze, a wyszło jak zawsze”. Spowodowane jest to przytoczonym poniżej fragmentem artykułu.

„(…) rodzice chcą specjalnej sali z krzyżem teraz. – Jesteśmy katolikami. Do czego mają się modlić nasze dzieci, do tablicy? – mówią. Katolicy stanowią w szkole większość. – Do tej pory siedzieliśmy cicho. A dyrektorka przestraszyła się mniejszości.”

Wszystko byłoby dobrze, gdyby rzeczonymi rodzicami powodowała troska o wychowanie dzieci w wierze, jaką oni wyznają. Twierdzenie, że dyrektorka wystraszyła się mniejszości jest co najmniej chamskie. To znaczy co? Postawa TKM, na którą tak wszyscy narzekają i psioczą? Jesteśmy większością i my mamy rację, a mniejszość niech zamilknie?! Gdzie się podziała tolerancja?!

To mam pytanie do rodziców – autorów tych słów, jak i czytelników:

Czy lubicie jak ktoś narzuca Wam swoje zdanie nie licząc się zupełnie z tym co myślicie?

Ja nie. Myślę, że wy również nie. Więc postarajmy się nie narzucać siłą naszych poglądów nikomu, a jedynie ich do nich przekonywać.

Aktualizacja: 11/12/2009

Doczekaliśmy się kontynuacji sprawy i reakcji odpowiednich władz. Uczniowie słusznie stwierdzili, że:

„Umieszczanie symboli religijnych w publicznej instytucji odbieramy jako przejaw faworyzowania przez szkołę konkretnego światopoglądu”.

Dyrekcja najpierw przychylna petycji, po ataku rozwścieczonej tłuszy, podobnym do sytuacji przedstawionej wcześniej, tym razem przestraszyła się „większości” i wykręcając się od odpowiedzialności zasłoniła rozporządzeniem ministra edukacji z 1992 r. Niestety dla pana dyrektora, nie zrozumiał on poprawnie tegoż rozporządzenia. Akt nie nakazuje, by krzyże w klasach zawisły, a jedynie wskazuje na taką możliwość.

Taka reakcja ludzi i władz skłania mnie do następującej refleksji. Nasze społeczeństwo jeszcze nie dorosło…albo jesteśmy zdecydowanie ‚za’ (i tylko „my” mamy rację), albo zdecydowanie ‚przeciw’ (z takim samym nastawieniem). Nie potrafimy dyskutować merytorycznie i starać się zrozumieć drugą stronę, a jedynie emocjonalnie narzucać rozwiązanie według nas jedynie słuszne.

Jeszcze długa droga przed nami…ale jak każdy wie dzieciństwo i okres -nastu lat to czas niezwykle burzliwy. Jednakże powoli dochodzimy do dorosłości i najwyższa pora dorosnąć, a nie zachowywać się jak rozwydrzone dziecko.

dodajdo.com

Autocenzura a światopogląd

Translate to ENGLISH

Przeczytałem ostatnio ciekawy artykuł w „Gazecie Wyborczej” (Cena wolności prasy), w którym padło ciekawe zdanie: „Ekstremiści nie muszą już straszyć: wystarczająco straszymy sami siebie.” i zastanowiło mnie to. Czy naprawdę musimy się bać gniewnej reakcji świata islamu, czy nie należy zabiegać o obopólny szacunek? Powyższy artykuł jest tylko jednym z wielu na ten temat. Jednakże bardzo dobrze obrazuje jak szybko można popaść w paranoje.

Czemu mamy szanować poglądy innych, gdy Ci nie szanują naszych? Islam sam w sobie jest religią pokojową. Garstka fundamentalistów nie może wpływać na całokształt. W imię czego mamy pozbawiać się z takim trudem nabytej wolności słowa i wypowiedzi okupionej niejednokrotnie krwią. Jeśli mamy szanować czyjeś poglądy to tylko na zasadzie obopólności. Nigdy nie można pozwolić sobie na narzucenie ich przemocą. Wtedy już skapitulowaliśmy.

Z częścią osób nie sposób podjąć merytorycznej dyskusji. Oni rozumieją tylko pozycję siły – tak ich wychowano i nauczono. Przed nimi należy się adekwatnie bronić. Z resztą należy podjąć konstruktywny dialog.

Nie bardzo rozumiem autocenzurę wydawnictw. Po co? By pokazać szantażyście, że już nas zastraszył i wygraną ma w kieszeni? Wojna z ekstremistami to nie tylko potyczki zbrojne, to również przede wszystkim potyczki słowne i mentalne. Gdy przegramy te ostatnie polegliśmy na całej linii…

Możesz go pobrać jako PDF.

dodajdo.com