Mąż – kochany meżczyzna ?

Ostatnio znalazłem przez przypadek ciekawy komentarz. Autorkę niżej wymienionego można znaleźć tutaj. Pozwoliłem sobie zacytować część z jej wypowiedzi i uraczyć komentarzem.

„(…) jestem typem pedantycznej pani domu, która uwielbia mieć wszystko we właściwym porządku, na właściwym miejscu i oczywiście sprzęty itp. zawsze muszą wrócić na przyporządkowane im miejsce. Poprosiłam męża o pomoc. Posprzątał jedną łazienkę, sypialnię, odkurzył wszędzie, wyniósł śmieci i pojechał na zakupy. (…) Tak sobie zaczęłam myśleć i doszłam do wniosku, że straszna ze mnie szczęściara. Dostaje od męża kwiaty. (co najmniej raz w miesiącu) Spędzamy ze sobą wolny czas uprawiając sporty (…), jeżdżąc na jedno lub dwudniowe wycieczki weekendowe, prowadząc długie rozmowy, odwiedzając przyjaciół i znajomych (… ), chodząc do kina i teatru, do ulubionych restauracji czy kawiarenek. Niestety jak to kobieta zawsze oczekuje czegoś więcej. Naprawdę staram się panować nad własnymi oczekiwaniami w stosunku do niego, ale wierzcie mi, czasem jest bardzo trudno. Mój mąż np: nie stara się majsterkować przy samochodzie i w domu. Zawsze oddaje samochód do mechanika twierdząc, że mechanik też musi zarobić, i murarz, i malarz również. (…)  Nie staram się już go zmienić, ale czasem pojawia się gdzieś głęboko taka myśl… żeby on był trochę inny. (…)”

A oto komentarz jednego z panów na powyższy post:

„Niestety ptaszek zamknięty na uwięzi, jest ptaszkiem który prędzej czy później odleci – ważne, aby facet czuł, że drzwiczki od klatki są otwarte, ale nie chciał z niej wyfrunąć. Myślę, że to gwarancja szczęśliwego związku.”

Dla wyjaśnienia przedstawię dlaczego powyższy tekst tak mnie zafrapował. Z moich skromnych doświadczeń wynika, że podejście tej pani nie jest przypadkiem odosobnionym. Czemu posiadając kochającego męża chciałaby, by był on inny. Opisana sytuacja dobitnie pokazuje, że jest ona w tym związku szczęśliwa. To po jaką cholerę szukać dziury w całym? Tylko po to, by zagrozić swojemu szczęściu – jak pokazuje przytoczony komentarz jednego z czytelników, z którym zgadzam się w pełnej rozciągłości?! Czemu Wy Kobiety będąc szczęśliwe, spełnione staracie się na siłę coś zmieniać zamiast cieszyć się tym co macie? Mężczyzna jest w stanie tylko częściowo zrozumieć taką potrzebę i będąc konfrontowanym nagminnie z taką sytuacją zacznie siebie pytać czy jest to wszystko tego warte. Jestem w pełni za tym, by dążyć cały czas do czegoś lepszego, bo taka jest natura ludzka. Z czego wynika to wasze ciągłe nienasycenie? Może mi to ktoś wyjaśni, bo pewnych rzeczy moim małym męskim rozumkiem nie jestem w stanie pojąć…

dodajdo.com

Reklamy