A wiatrak na to.. :)

Kochanie moje, Wy mężczyźni macie proste życie. Tak, PROSTE, w swojej prostocie. Komplikuje się Wam troszkę gdy poznajecie swoje wybranki. To nie jest tak że my jesteśmy wredne i Wam komplikujemy życie, chociaż tak, każda kobieta jest czasem celowo wredna, a jak mówi że nie jest to znaczy że ma troszkę za dużo testosteronu więc o kobiecości zapomnijmy. A przecież Wy kochacie nas, kobiety – a my niestety nie potrafimy wyrzec się naszej natury.

Przypomnij sobie różnice pomiędzy mózgiem kobiety i mężczyzny:

jeżeli coś zrobisz, i dodasz do tego emocje to kobiety potrafią pamiętać to zawsze. My nie mamy pudełek które się nie stykają – u nas wszystko jest połączone więc jak kobieta prosi jeden raz, drugi raz, … n-ty raz swojego wybranka by ten coś zrobił a on tego nie robi to wybacz ale w nas szaleją emocje i pamiętamy to. To nie jest tak że sen nam resetuje mózg i rano na dzień dobry się przytulimy i damy Wam buziaka.  Prawda jest taka że zależy to od dnia i od „przewinienia”. Nam jest przykro że Wy tak szybko o tym zapominacie, i że rzucacie słowa na wiatr, „zaraz” „potem” to wasze ulubione słowa. A nie można by tak raz od razu czegoś zrobić żeby potem wykorzystać wolny czas razem :)? Zawsze narzekałeś że ja nie mam czasu dla Ciebie – owszem, bo np zamiast pomóc mi w domu, wolisz położyć się spać lub grać.

Popiołku, jak wrócisz do domu, otwórz okno, wywietrz wszystkie ZARAZki a słowo POTEM zamieć i wyrzuć do kosza.

Faceci, jak odrobinę pomożecie kobiecie w prowadzeniu domu, to potem ona zostawi was w spokoju, z waszymi durnymi gierkami na komputerze, gazetami w ręku czy filmami, bo sama też będzie chciała mieć chwile dla siebie – choćby na durne, waszym zdaniem, malowanie paznokci!!!

Prosta recepta na spokój w domu! Trzeba tylko chcieć!!

Reklamy

Tak, zgadzam się. Nie ma innego wyjścia. Strzelać !

Mark Twain powiedział kiedyś że klasyka to książki, które każdy chciałby znać, ale nikt nie chce ich czytać. Podobnie jest z filmami – mam listę pozycji do zaliczenia i staram się czasem zobaczyć coś klasycznego. Ostatnio oglądałam „Ziemię obiecaną”. Zaskoczyła mnie ponadczasowość tego filmu – pewne rzeczy wydają się jakby wczorajsze. Ukochany Kmicic w nowej odsłonie, przedstawiony kawałek historii, naprawdę interesujący film. Kiedy w ostatnich minutach  Karol Borowiecki wypowiedział zdanie:

„Tak, zgadzam się. Nie ma innego wyjścia. Strzelać.”

od razu przypomniało mi się zdanie jakie wypowiedział Piotr Fronczewski grający Zenona Kliszko w filmie „Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł” :

„Z kontrrewolucją się nie rozmawia. Do kontrrewolucji się strzela”.

Sytuacja bardzo podobna – ludzie którzy chcieli godnie pracować by zarobić na chleb dostali w prezencie kulkę, Ci znajdujący się w XIX w w Łodzi jak i Ci z 1970 r. z Gdyni.
Wielokrotnie słyszałam od najbliższych że jestem naiwna, bo wierzę w ludzi, ale nie potrafię zrozumieć dlaczego nie liczy się drugi człowiek tylko władza i pieniądze za tym idące. Czy donosiciele z czasów PRL-u sprzedawali się dla zagranicznych wycieczek? pozycji? pieniędzy?  Z Karolem Borowieckim było podobnie – poślubiając Made Muller, kobietę z której wcześniej szydził zdradził sam siebie, ważniejsze dla niego były pieniądze i pozycja teścia niż uczciwy zarobek. Dużo więcej by zyskał gdyby pozwolił ludziom pracować – miałby ich szacunek i byłby Panem, a oni i tak umieraliby
w ciężkich warunkach zarabiając dla niego pieniądze. Jednak dał się skusić łatwiźnie – jedyne co musiał zrobić żeby mieć kase to się ożenić. Nie rozumię takiego podejścia. Pewnie mi zarzucicie że jestem niewyrozumiała, bo on stworzył miejsca pracy dla łodzian tylko strawił je pożar. Oczywiście, zrobił to ale jednocześnie sam spowodował to nieszczęście sypiając z cuz, a potem jeszcze miał czelność strzelać do ludzi. Czym różnił się on zomowców? Tak, nie wykonał egzekucji sam tylko posłużył się podwładnymi. Ale dlaczego on i oni to zrobili.? Czym się wtedy kierowali?
Czym w ogóle dla ludzi są ideały. Niby cały PRL był ideologią i niektórzy ludzie głęboko wierzyli że to jest wartość. Świetny przykład to kreacja Magdaleny Boczarskiej w filmie „Różyczka”. Piękna kobieta uwikłana w romans z tajnym agentem i ze sławnym pisarzem. Wydaje mi się że ona naprawdę wierzyła Romanowi Rożek (Robert Więckiewicz) i donosiła władzom na Adama Warczewskiego (Andrzej Seweryn). Ale co z tego miała? Jakoś nie mogę uwierzyć w to że kierowała się tylko fałszywie pojętą ideologią, a może miłością do kraju? Od początku było wiadome że Kamila Sakowicz darzy uczuciem Romana. On nie miał skrupułów żeby wykorzystać ją i jej uczucia przeciwko drugiemu człowiekowi i zniszczyć go.
Może jestem za młoda żeby to wszystko zrozumieć, czasy komunizmu pamiętam jak przez mgłę. Wszystko wtedy było pozytywne, bo byłam jeszcze dzieckiem. Czy powyższe filmy odzwierciedlają prawdziwą ideę komunizmu?  Jak dla mnie są straszne. Czy ideologia jest taka ważna – nie można być po prostu dobrym człowiekiem i robić swoje? Nie potrafię ocenić tamtych czasów, nawet nie próbuję, chciałabym tylko zrozumieć dlaczego tak było?

Czy głównymi „siłami” napędowymi ludzi zawsze były pieniądze, seks i władza.

Zmieni się to kiedykolwiek?

 

Polowanie na jeża.

Zastanawiam się jak można nakręcić coś tak głupiego jak bajka „Jeż Jerzy”. Kiedy wybierałam się do kina miałam nadzieję że będzie to bajka powiedzmy w stylu „Włatców móch”, czyli humoru w przystępnej formie który będzie do czegoś nawiązywał.  Niestety boleśnie (24zł stracone na kino) się przekonałam że niestety tak nie jest. Jeżyk może jest fajnym bohaterem ale dla licealistów, albo gimnazjalistów. Żart jest żenujący, fabuła skonstruowana nieskładnie, jest mnóstwo obrzydliwych obrazów, nawet jak na bajkę. Mam wrażenie że jest to bajka dla widzów, którzy jeszcze mają  gimnazjalne siano w głowie. Ten film nie ma żadnego sensu – nawet nie da się pośmiać ani „odmóżdżyć” po ciężkim dniu. Z kina wyszłam zniesmaczona. Cały film jest skonstruowany w celu ośmieszenia widzów, mam wrażenie że twórcy chcieli powiedzieć: „popatrzcie jacy jesteście głupi, płacicie za to że my się z was pośmiejemy”. Nie uważam żeby w naszym kraju była wyłącznie inteligencja ale jak komuś podoba się tego typu żart to ja mu współczuję. Po raz pierwszy w 100% mogę powiedzieć że film jest beznadziejny, że nie ma sensu go oglądać. Zdziwiłam się tylko, że Maria Peszek, artystka którą bardzo cenię wzięła udział w tak kiepskim projekcie.

Chomik

Pan Popiołek zawsze narzekał że Kornica jest zbyt dużym chomikiem. On, Pan „porządku” wszystko, WSZYSTKO, wyrzuca do śmieci. Ona natomiast, to co uważa za „przydatne później” odkłada, najczęściej do tzw. pierdolniczka. Podobnie rzecz się miała z kilkoma butelkami po wysokoprocentowej wodzie. Po sylwestrze przyjaciele pozostawili stos pustego szkła. Kornica zostawiła kilka sztuk, bo miała w planie zrobienie kawówki (jest pyyyszna, a robi ją już co najmniej od pół roku, z tym czasem tak ciężko:)). Popiołek nawet nie upierał się za bardzo przy swoim, wiedział że niedługo znów wyemigruje i nie będzie się przejmował. Pojechał, wyłączając wszystkie możliwe media – prąd, wodę, ogrzewanie. Wiadomo, po co płacić za coś z czego się nie korzysta.

Kornica postanowiła odwiedzić ich zimne mieszkanie.. środek tygodnia, 22 wieczorem, a termometr w pokoju wskazywał 4 stopnie celsjusza. Kornica zaklęła szpetnie widząc obłok pary ulatujący z ust:
– Ja mam tu spać? Czy ja jestem bezdomna? – na samą myśl aż się uśmiechnęła – to dopiero hardcore 🙂 Zobaczymy jak będzie.

Włączyła ogrzewanie na ile się dało, do tego piekarnik cały czas chodził, ale po 2h było tylko 7,6 stopnia i nie chciało więcej rosnąć. Jak tu spać? Z pomocą przyszła siostra Kornika. Podpowiedziała jej żeby zrobiła sobie termofor..

z butelek.

Kornica aż podskoczyła z radochy, zagotowała duże ilości wody, przelała do pustych flaszek, zakręciła i wrzuciła pod kołdrę. To był naprawdę genialny pomysł.

Kornica spała w ciepłym (tak naprawdę gorącym:D) łóżku, przez całą noc nie zmarzła i nad ranem bardzo się zaskoczyła, gdyż butelki wciąż były ciepłe.

Siostra, dzięki za uratowanie życia <lol> 🙂

P.S. Panie Popiołek, gdybyś wyrzucił butelki to byłby ze mnie sopelek.  Jak widzisz – gromadzenie „niepotrzebnych” rzeczy czasami się przydaje 😛

a kawówkę i tak zrobie 😛

Prze-kornica = kucharnica = czarownica = WIEDŹMA :)

Pewnego popołudnia, gdy Popiołek siedział przed komputerem i grał w „męskie” gry, Kornikowa, czy też kucharnica, jak to baba buszowała po kuchni. Chciała przyrządzić odpowiednie danie dla swojego mięsożercy:). Wybór padł na kaszę z mięsem i z sosem. Kornik skromnie przyzna się że użył swoich magicznych sztuczek (stąd tytułowa czarownica), dodała szczyptę miłości,  i danie wyszło że aż palce lizać. Niestety przeliczyła możliwości swojego chłopa i ugotowała o jeden woreczek kaszy za dużo. Stwierdziła że nic się nie stało, że następnego dnia zrobi krupnik… ostry… z płatkami chili, tak jak Popiołek lubi.  Prze-kornica jednym ruchem: garnek, woda, kostka rosołowa, suszone jarzyny i już prawie zupa gotowa.
Czarownica miesza w kociołku ..
Próbuje… mało soli..
Doprawia!
Znów smakuje.. trochę trzeba dopieprzyć.
Znów smakuje..
Widzi jakieś dziwne przyprawy pływające! Kornik przygląda się bliżej.. przyprawy mają nóżki !!! Bleeee! Zaczęło się dochodzenie – na pierwszy rzut poszły jarzyny suszone! Nic z nich nie dało się wycisnąć, w końcu były suszone. Kostka rosołowa ściśnięta, zawinięta w sreberko więc swoje już odsiaduje. Być może ze świstakiem! Na trzecią turę przesłuchania poszła kasza. Od razu menda się przyznała. To ryż ją podpuścił, mówił – weź je, będzie niezła jazda, zabawimy się, maleńka.
Kornik nic więcej nie potrzebowała. Wyrok wydany – krupnik – spływaj! Kasza – zapuszkowana, a ryż za kare zostanie rozrzucony na rynku. Niech go gołębie wp…. 🙂 !

P.S.1 Korniku, ubieraj okulary do gotowania 🙂 !

P.S.2 Każda wiedźma ma w swojej szafce odpowiednie zapasy „robaczków” tak żeby uwieźć biednego chłopa.. :D. Ach, jakie to danie było pyszne :).

Rikszą przez Silver Bazaar

Mafiozo znów przywitał ich promiennym uśmiechem i pomógł przejść przez ulicę, podprowadził do rikszy, wymienił kilka zdań ze swoim podwładnym i już Popiołek & Kornik siedzieli wewnątrz. Szybki instruktarz przez rowerzystę gdzie podróżnicy powinni trzymać nogi aby miał równowagę (na pewno nie mógł złapać równowagi gdyż pomimo iż indyjski klimat naprawdę wyszczupla to Popiołek dużo więcej waży od Kornika :P), zapytał „where are you frome?”,  na słowo Poland od razu odpowiedział „cień dobry” i pedałując ciężko wjechał na środek skrzyżowania nie przejmując się że wprost na nich nadjeżdża ciężarówka i autobus. Serce Kornika chyba na chwilę przestało bić albo biło tak szybko  (niczym śmigiełko) że nie dało się wyczuć tętna. To ze strachu oczywiście, bo Przekornik jest panikarą i oczami wyobraźni już widziała jak  riksza się przewraca i jak ciężarówka po nich przejeżdża.. stop. Kornik, wyłącz wyobraźnie i skup się na widokach:). Wszyscy trąbili na siebie i kto pierwszy się wciśnie ten wygrywa. Kornik się modliła się by to nie odbyło się jej kosztem. Kiedy zjechali z głównej drogi nastąpiła zmiana riksziarza, kolejny usiadł za kierownicą i wjechali w Silver Bazar. Jest to ulica na której turystka stwierdziła że Hindusi są rewelacyjnymi elektrykami, i mówi to ona, pani inżynier. Kable wiszą jak chcą, gdzie chcą i Nobla temu kto się w tym odnajdzie.
Jednak ten fragment starego Delhi urzekł Kornika, gdyż Silver Bazar zaprasza do siebie.. zapachem. Rewelacja, można by zamknąć oczy i oddać się magicznemu uwodzeniu tego miejsca. Dym pochodzący z kadzidełek oraz aromat przypraw i kuchni zapraszał do zatrzymania się i odwiedzenia straganu. Nie chciało się stamtąd odchodzić. Mimo iż ulice są brudne, to w ogóle nie było tego czuć. Nawet teraz, gdy Kornik zamknie oczy, czuje tą woń kadzidełek i oddaje się wspomnieniom i relaksowi. Ahhh 🙂

Ale wracając do naszego riksiarza.. dzielnie pedałował pod górę i szybko znaleźliśmy się przed największym meczetem w Indiach czyli Dżami Masdżid..

Spotkanie z Red Fortem, ale nie Robertem :)

Gdy Kornik & Popiołek wysiedli z tuktuka od razu złapał ich miejscowy „boss” riksiarzy. Pomógł przejść przez ulicę (Kornik miała wrażenie że tymi motorami i rikszami przejadą jej po stopach i że zaraz wyląduje w szpitalu), pokazał który pojazd należy do niego i powiedział że będzie czekał na nich.
Red Ford jest okazałą budowlą, robi wrażenie.. ale tylko z daleka.  Kiedy podróżnicy kupili bilety do Red Fortu znów się potwierdziło że ich, białasów powiedzmy że „lekko” naciągają. Bilet wstępu dla Hindusów kosztuje 10 rupii, dla obcokrajowców 250 rupii!!! Kornik rozumie, że biedni Hindusi chcą zarobić na turystach, ale 25 razy więcej?!
No comments!
Po wejściu magia tego miejsca jakby uleciała. Wewnątrz znajdują się muzea, miejsca modlitw, nieczynne już fontanny, Khas Mahal, Rang Mahal niestety niezbyt zadbane. Przekornik czytała że Red Ford jest miejscem ważnym dla Hindusów ze względu na ich historię, ale nie pojmuje dlaczego o niego nie dbają. Przeciez to jedna z wizytówek tego miasta.
Turyści zwiedzali w takich godzinach że ludzi było mało, i większość odpoczywała sobie w cieniu drzewa, leżąc leniwie na trawie. Oczywiście nie udało im się przejść bez ciągłego gapienia się na nich. Tubylcy nawet nie kryli się z tym że ich fotografują, bez skrępowania wyciągali telefony i robili im foty,  jako atrakcjom turystycznym.
Najprzyjemniejszy akcent z Red Fortu – matka. Pewna kobieta podeszła do nich z dzieckiem na rękach i poprosiła o zdjęcie. Kiedy jej pokazli jak wygląda jej synek uśmiechnęła się i wróciła do siebie. Było to niecodzienne i bardzo sympatyczne. Jednak Hindusi są przyjaźnie nastawieni do białasów, przynajmniej Kobiety 😉

Kiedy Kornik & Popiołek opuścili bramy Red Fortu mafiozo riksiarzy już na nich czekał..

Wpływ temperatury cd.

Mamy upragnione lato. Koniec z narzekaniem na deszczową pogodę. Możemy cieszyć się z każdego dnia, gdyż słońce uśmiecha się do nas promieniście. Hurrra!!
Ale dla Kornika nie hurra! Najchętniej odprawiłaby taniec deszczu. Tak, jeszcze 3 tygodnie temu opalała się w prawie 50`C ale teraz przeszkadza jej ledwie 30 stopni. Tylko że w Delhi nie było takiej wilgotności i była na wakacjach a nie za biurkiem w pracy, gdzie nawet powietrze nie dociera. Siedzi sobie w kąciku i z przegrzania nie może supić się na niczym, więc dla higieny mózgu poczytała żarty. Ten poniżej jest odzwierciedleniem prawdziwych kobiet. I mówi to Kornik, też kobieta ;). To tak na chwilę relaksu 😉

Co by było, gdyby Trzej Królowie okazali się być Trzema Królowymi?
– Po prostu spytałyby o drogę
– Dotarłyby w porę
– Pomogłyby przy porodzie
– Wysprzątałyby stajenkę
– Przyniosłyby przydatne prezenty
– … i coś do jedzenia

Ale… co by powiedziałyby w drodze powrotnej? Zaraz po opuszczeniu Betlejem…

– Widziałyście jakie sandały Maryja ubrała do swojej tuniki?
– Ten mały nic a nic nie jest podobny do Józefa…
– Jak oni mogą wytrzymać z tyloma zwierzakami?
– … a ich osiołek jest już całkiem na wyczerpaniu…
– Mówią, że Józef jest bezrobotny
– Chciałabym tylko wiedzieć, kiedy oddadzą nasz garnek, w którym przyniosłyśmy łazanki
– Dziewica, koń by się uśmiał. Ja znam Maryję jeszcze z uczelni…

Ciekawe jak wy radzicie sobie z takimi temperaturami :)?
ok, Prze-kornik wraca do pracy 🙂

Niecodzienna podróż, niecodzienni ludzie

Cel kolejnej wycieczki : Red Ford w starej części Delhi.
Koło hotelu stały tylko 2 tuktuki, więc Kornik & Popiołek nie mieli dużego wyboru. Poszli do tej w której kierowcą był starszy mężczyzna ( młodzi są pazerni i bez skrupułów wyciągają pieniądze od biednych turystów :)). Kierowca że stary i doświadczony zawiózł ich na miejsce za prawdziwą cenę czyli za 150 rupii; nawet specjalnie nie musieli się o to targować. Podróż była bardziej urozmaicona niż do Qutab Minar. Mężczyzna na początek poprosił żeby go popchnąć, bo silnik nie chciał odpalić więc Bediqus wyskoczył z tuktuka i ile miał sił popchnął „piździka”, jednak pojazd ciągle nie mógł odpalić więc kierowca krzyczał „faster, faster” aż się udało :). Dodać trzeba  że przy okazji Bediqus zrobił dziurę  w ledwo już jeżdżącym tuktuku. Hindus nawet nie zwrócił na to uwagi. Kiedy już jechali to ów pan cały czas jechał z ustami napełnionymi powietrzem, dość dziwnie to wyglądało, nawet inni kierowcy patrzyli się ze zdziwieniem i zainteresowaniem na tego kierowce. Pojazd poruszał się dość wolno, więc Kornik, jak typowy Japończyk robiła co chwilę zdjęcia a kierowca co jakiś czas spluwał na prawą stronę (u nich plucie jest normalne) i Kornik cały czas drżał czy czasem jej to nie sięgnie. Nagle kierowca skręcił na lewo, po 2 szklanki wody – sprzedawca również dziwnie na niego patrzył, ale wtedy turyści odkryli co z nim nie tak – Hindus miał problemy z ciśnieniem, gdyż przełykając wodę musiał zatykać sobie uszy. No wyglądał naprawdę oryginalnie, żeby nie powiedzieć dziwnie. Ale wracając do tuktuka.. był to pojazd już w rozsypce i wszyscy ich mijali.  Powiedzmy, że podczas jazdy Kornik zastanawiała się czy dojedzie w jednym kawałku.. co chwilę tuktuk gasł i kierowca bił się za to po twarzy<yyy> . Za każdym razem straszył swoich pasażerów a oni starali się nie patrzeć do lusterka gdyż miny i gesty jakie wykonywał w stronę innych użytkowników dróg pozostawić należy bez komentarza.  Całą drogę Kornik zwracała uwagę na swoją prawą stronę czy czasem nie została opluta. Na szczęście dojechała sucha. Podróż z New Delhi Selekt Citywalk do Red Ford w starej części Delhi zajęła im 1h 10 min i zapłaciliśmy za nią 150 rupii 😀 Najważniejsze że dojechali. Cali.

Tak dla porównania – podróż powrotna, w godzinach szczytu zajęła im 40 min i kosztowało ich to 200 rupii.

Indie – Najwyższy punkt zdobyty

Pierwszą wycieczkę jaką Kornik & Popiołek odbyli wspólnie, to zwiedzanie Qutab Minar, jednego z symboli Delhi.  Z hotelu nie było daleko ale spacer przy ponad  40 stopniowym upale odpadał. Chcieli uniknąć żebraków których tu naprawdę nie brakuje, więc zdecydowali się wziąć praktycznego i niedrogiego tuktuka (jest t o rodzaj autorikszy, bardzo popularny w Indiach)  i w ciągu pół godziny dotarli do celu. Kornik nie zdziwiła się że kierowca pluje cały czas na prawo, gdyż wcześniej wysłuchała wyjaśnień dotyczących napisu na ścianie hotelu „do not spit”, natomiast bardzo zaskoczył ją sposób jazdy. Kierowcy nie przestrzegali żadnych przepisów, trąbili jeden na drugiego, wciskali gdzie się da i nawet jeździli pod prąd. Kornik się modlił żeby dojechać w jednym kawałku, gdyż jedynym respektowanym przez nich znakiem jest czerwone światło. Stwierdziła, że w tym kraju bała by się wsiąść za kierownicę ;D.

Popiołek & Kornik wysiedli z tuktuka i udali się do kasy.  Za wstęp zapłacili po 250 rupii (dla porównania, 1 euro  = 50 rupii), przeszli przez bramki (panowie zawsze dodatkowo są obmacywani przez mundurkowych) i już byli na terenie Qutab Minar. Jest to najwyższa na świecie budowla z czerwonego piaskowca i znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Ten minaret wznosi się na wysokość 73m i u podstawy ma 14m średnicy a u szczytu 3m. Była to pierwsza budowla wzniesiona w kompleksie Qutab Minar, druga wieża, która ma średnicę 24m u podstawy,  nie została ukończona. Niestety wejść na minaret się nie da, gdyż zbyt wiele osób popełniało samobójstwa skacząc z góry. Więcej danych można znaleźć na innych stronach, a Kornik chce się podzielić wrażeniami z wyprawy a nie tworzyć encyklopedię :D.
Ale to nie jedyna atrakcja tego miejsca. Insekt jest chemicą więc zainteresował się „kosmicznym” słupem.  Kosmicznym dlatego, gdyż naukowcy z całego świata zastanawiają się jak to jest możliwe by żelazny słup, stojący od stuleci na powietrzu nie pokrywał się rdzą. Kornik, jak to ciekawska baba, musiała sprawdzić sama – obeszła dookoła  i stwierdziła że nie widzi rdzy (ale mogła się pomylić bo czasem jest ślepa jak kret :). Niestety dotknąć samego słupa,  podobno to przynosi to szczęście, jednak jej się nie udało bo jest on ogrodzony niewielkim płotem. Ogólnie cały Qutab Minar jest troszkę zniszczony, ale czego można się spodziewać po ponad pięćsetletniej budowli.

Kornika bardzo interesują ludzie. Dowiedziała się że jest tu „gwiazdą”. Kiedy Kornik & Popiołek spacerowali na terenie Qutab Minar podeszła do nich ubrana w saari kobieta i poprosiła o zdjęcie ze swoimi synami. Kornikowa uśmiechnęła się lekko zdziwiona i nie miała nic przeciwko temu. Rodzinka zadowolona odeszła w swoją stronę a Pan Popiołek wyjaśnił Kornikowej że podobna sytuacja spotkała go już kilkakrotnie. My, białasy, dla Hindusów jesteśmy wyznacznikiem pewnego statusu, dlatego miejscowi chcieli zrobić sobie z nimi zdjęcie żeby chwalić się swoim znajomym. Powiedzmy że białasów nie ma tam dużo i wszyscy na nich zwracali uwagę, gapili się, robili potajemne zdjęcia telefonami. Szok. To Kornik powinien tu czuć się egzotycznie.

Podsumowując – Kornika bardziej podniecała jazda tuktukiem niż  Qutab Minar, jednak nie wyobraża sobie, iż mogłaby nie odwiedzić tego miejsca będąc w Delhi.