Europejski kryzys a oburzeni

Wczoraj w Wyborczej pojawił się ciekawy artykuł. Ludzie okupujący plac Puerta del Sol w Madrycie zostali pobici w starciach z policją. Nazywają siebie Ruchem Oburzonych. Czytając czemu ludzie protestują zacząłem się śmiać:

„protest wobec skutków kryzysu gospodarczego i egoizm banków i instytucji finansowych”

Są dwa aspekty tegoż protestu:
  • Tak zwany „egoizm” banków i instytucji finansowych
  • Kryzys gospodarczy
Odnosząc się do punktu pierwszego powstaje pytanie od kiedy firmy, bo tak trzeba te instytucje nazwać, nie są nastawione na zysk? Ja takiej sytuacji nie pamiętam. Inną kwestią jest krajowe uregulowanie rynku bankowego, za które odpowiada rząd i parlament.
Tym oto sposobem przechodzimy do punktu drugiego nazywanego kryzysem gospodarczym. W tym momencie trzeba się zastanowić czemu właśnie w kilku krajach południa kryzys jest najpoważniejszy:
  1. Hiszpania – od 2004 roku partią rządzącą jest parta socjalistyczna kierowana przez José Luis Rodríguez Zapatero. System socjalny jest bardzo rozbudowany, powiedziałbym nawet rozdmuchany do wielkich rozmiarów.
  2. Portugaliaod rewolucji goździków tj. od 1974 roku rządzoną przez socjalistów. Od 2009 pod przewodnictwem José Sócrates’a. System socjalny jest zbliżony do hiszpańskiego.
  3. Grecja – od 2009 roku partią rządzącą jest parta socjalistyczna kierowana przez Jeorios Andreas Papandreu. Główne przychody do budżetu czerpane są z turystyki. Bardzo rozbudowany jest system socjalny.

Patrząc na taki rozkład rządów ciekawi mnie czemu ludzie złoszczą się na samych siebie. Wybierając socjalistów wybrali zarazem dużą ochronę finansową ze strony państwa, a teraz przeciwko tej ochronie występują.

Polityka w podróży

Kilka dni temu jechałem sobie busikiem po naszym pięknym kraju. W pewnej miejscowości wsiadła para starszych państwa i usiadła kilka rzędów za mną. Obok nich usadowił się student. W pewnym momencie usłyszałem taką to rozmowę.

– Tak, ja mam tutaj zniżki – wypowiada się student.

– No tak szczęśliwi studenci dzięki Tuskowi… – komentuje starszy pan.

– WRRRRRR!!!! – wtrąca się nagle pani – Nie denerwuj mnie!!!

– Czym ja Cię denerwuje? – pyta pan – Rozmawiamy o biletach.

– Ty mi tu nie politykuj! – odwarkuje starsza pani.

– Przecież nie politykuje! Rozmawiamy o cenach biletów – odpowiada pan.

– Siedź już cicho! – odparowuje małżonka.

Tak, indoktrynacja, czy jak to powiedział jeden biskup „zaczadzenie PiS-em”, postępuje. Szkoda tylko, że samo nazwisko wywołuje taką agresję.

Pozostaje mieć nadzieje, że kiedyś będziemy mogli porozmawiać konstruktywnie.