Indie – Najwyższy punkt zdobyty

Pierwszą wycieczkę jaką Kornik & Popiołek odbyli wspólnie, to zwiedzanie Qutab Minar, jednego z symboli Delhi.  Z hotelu nie było daleko ale spacer przy ponad  40 stopniowym upale odpadał. Chcieli uniknąć żebraków których tu naprawdę nie brakuje, więc zdecydowali się wziąć praktycznego i niedrogiego tuktuka (jest t o rodzaj autorikszy, bardzo popularny w Indiach)  i w ciągu pół godziny dotarli do celu. Kornik nie zdziwiła się że kierowca pluje cały czas na prawo, gdyż wcześniej wysłuchała wyjaśnień dotyczących napisu na ścianie hotelu „do not spit”, natomiast bardzo zaskoczył ją sposób jazdy. Kierowcy nie przestrzegali żadnych przepisów, trąbili jeden na drugiego, wciskali gdzie się da i nawet jeździli pod prąd. Kornik się modlił żeby dojechać w jednym kawałku, gdyż jedynym respektowanym przez nich znakiem jest czerwone światło. Stwierdziła, że w tym kraju bała by się wsiąść za kierownicę ;D.

Popiołek & Kornik wysiedli z tuktuka i udali się do kasy.  Za wstęp zapłacili po 250 rupii (dla porównania, 1 euro  = 50 rupii), przeszli przez bramki (panowie zawsze dodatkowo są obmacywani przez mundurkowych) i już byli na terenie Qutab Minar. Jest to najwyższa na świecie budowla z czerwonego piaskowca i znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Ten minaret wznosi się na wysokość 73m i u podstawy ma 14m średnicy a u szczytu 3m. Była to pierwsza budowla wzniesiona w kompleksie Qutab Minar, druga wieża, która ma średnicę 24m u podstawy,  nie została ukończona. Niestety wejść na minaret się nie da, gdyż zbyt wiele osób popełniało samobójstwa skacząc z góry. Więcej danych można znaleźć na innych stronach, a Kornik chce się podzielić wrażeniami z wyprawy a nie tworzyć encyklopedię :D.
Ale to nie jedyna atrakcja tego miejsca. Insekt jest chemicą więc zainteresował się „kosmicznym” słupem.  Kosmicznym dlatego, gdyż naukowcy z całego świata zastanawiają się jak to jest możliwe by żelazny słup, stojący od stuleci na powietrzu nie pokrywał się rdzą. Kornik, jak to ciekawska baba, musiała sprawdzić sama – obeszła dookoła  i stwierdziła że nie widzi rdzy (ale mogła się pomylić bo czasem jest ślepa jak kret :). Niestety dotknąć samego słupa,  podobno to przynosi to szczęście, jednak jej się nie udało bo jest on ogrodzony niewielkim płotem. Ogólnie cały Qutab Minar jest troszkę zniszczony, ale czego można się spodziewać po ponad pięćsetletniej budowli.

Kornika bardzo interesują ludzie. Dowiedziała się że jest tu „gwiazdą”. Kiedy Kornik & Popiołek spacerowali na terenie Qutab Minar podeszła do nich ubrana w saari kobieta i poprosiła o zdjęcie ze swoimi synami. Kornikowa uśmiechnęła się lekko zdziwiona i nie miała nic przeciwko temu. Rodzinka zadowolona odeszła w swoją stronę a Pan Popiołek wyjaśnił Kornikowej że podobna sytuacja spotkała go już kilkakrotnie. My, białasy, dla Hindusów jesteśmy wyznacznikiem pewnego statusu, dlatego miejscowi chcieli zrobić sobie z nimi zdjęcie żeby chwalić się swoim znajomym. Powiedzmy że białasów nie ma tam dużo i wszyscy na nich zwracali uwagę, gapili się, robili potajemne zdjęcia telefonami. Szok. To Kornik powinien tu czuć się egzotycznie.

Podsumowując – Kornika bardziej podniecała jazda tuktukiem niż  Qutab Minar, jednak nie wyobraża sobie, iż mogłaby nie odwiedzić tego miejsca będąc w Delhi.

Reklamy

Punkt widzenia

Od 9 dni, tj od 11 maja Kornik przebywa na urlopie swojego życia. Wszystko za sprawą Pana Popiołka.
Insekt zwiedza sobie zabytki świata, smakuje pysznej kuchni, pływa w basenie
i opala się wśród palm przy ponad 40 stopniach Celsjusza. Pisanie o takich „wygodach” powiedzmy że jest lekko nie na miejscu podczas gdy w Polsce w tym czasie jest powódź. Niestety Kornik stwierdził że , inaczej się nie da.
Kiedy miesiąc temu wydarzyła się tragedia pod Smoleńskiem, Kornik od razu poinformowała Popiołka o tym.  Starała się relacjonować mu na bieżąco, gdyż on w tym czasie zwiedzał Jaipur. Popiołek zachowywał spokój, można było nawet odczuć,  że nie bardzo go to obchodzi, podczas gdy Kornik przejmowała się żałobą narodową i dobijało ją wszystko co mówili w tv i pisali w internecie. Kornik nie mógł pojąć że jej wybranek jest obojętny na taką tragedię. Teraz jednak pojął o co chodzi.
Insekt odpoczywa na wakacjach i gdyby nie smsy od rodziny to nie miałaby zielonego pojęcia co dzieje się w kraju. To nie jest Europa, że włączy się tv i obejrzy co nowego w świecie. Niestety. W hotelu ma do dyspozycji prawie 50 kanałów, ale oprócz tasiemców indyjskich, kretyńskich amerykańskich programów, jest chyba z 10 stacji informacyjnych, przy czym połowa w języku Hindi, którego Kornik nie zna. Tylko jeden raz, na BBC World, w poniedziałek rano poinformowano że w Polsce jest powódź i pokazali wypowiedź wojewody śląskiego. I tyle. Koniec. Dla Hindusów ważniejsze są zamachy bombowe w Indiach, wojna w Afganistanie, zamieszki w Bangkoku, nadchodzący cyklon Laila, gdyż to ich dotyczy. Poza tym NIC więcej nie usłyszymy. To jest inny świat.
Kornik ma bujną wyobraźnię, ale nie jest w stanie „zobaczyć” tego co dzieje się w Polsce.  Oprócz informacji  od rodziny  Kornik ma jeszcze kilkadziesiąt  min tego co przeczyta na sieci.  Może jedynie próbować przypomnieć sobie to co działo się 13 lat temu. To niestety za mało żeby móc  tym „żyć”.  To tak jakby w mroźną zimę wyobrazić sobie że spaceruje się w sandałach. Nie bardzo się to udaje.

Panie Popiołek, w tym tygodniu Kornik zrozumiał jaki był do tej pory niewyrozumiały.

P.S. Ale wcale nie obiecuje że się poprawi.  W końcu jest tylko babą. Zmienną babą :P.

Jak to Korniczek Indie odwiedzała – historia prawdziwa

Jak to stwierdził Popiołek, podróż nie odbyła się bez „ciekawostek” :D.
Owszem, Kornikowa była trochę przerażona podróżą gdyż wcześniej nastawiła się  czytając informacje dotyczące islandzkiego wulkanu. A że wyobraźnię ma bujną to, lepiej nie pisać o czym myślała. I stąd ta panika w oczach. Kiedy na lotnisku okazało się że lot jest odwołany najpierw spoważniała a później zaczęła się śmiać –  typowa reakcja na stres. Dobrze że Kornik ma przy sobie Popiołka, który zawsze ma głowę na karku i załatwi wszystko co trzeba  :D. Bez niego by zginęła.
Następnego dnia najdłużej przy odprawie stali Kornik & Popiołek. Aż sąsiedni celnik mówił do koleżanki żeby tak długo nie męczyć pasażerów tylko ich przepuścić. Założę się że sprawdzali dane Popiołka z listami gończymi bo minę miał hmmm, skrytobójcy. Pani celnik stwierdziła jednak że ja, jako ostoja spokoju na pewno wpłynę pozytywnie na tego raptusa więc nas przepuściła. Przez bramkę Popiołek biegał tam i z powrotem bo do Indii wybierał się jak Rambo, obwieszony żelaztwem i za każdym razem zapominał o kolejnym drobiazgu schowanym w kieszeniach bojówek.  W końcu go przepuścili, ale ile ubierania było to już tylko on wie. Kornik, jak to insekt, przeleciała przez bramkę bezszelestnie.
Kiedy Popiołek zobaczył napis: Monachium – lot opóźniony godzinę, w jego oczach pojawiła się żądza krwi, a z uszu buchała mu gorąca para (tak, jak wtedy gdy wypił na kacu wodę do żelazka), gdyż to mogło oznaczać że Indie jeszcze poczekają. Popiołek „lekko” wkurzony łaził tam i z powrotem, jakby jego kroki miały przyspieszyć lot. To nie pomogło, jednak na trwałe wpisał się w lotnisko – jeżeli będziecie na hali odlotów w Balicach, na pierwszym piętrze przy stanowisku nr 6 to zerknijcie na podłogę – jest tam „Bediścieżka”:D. Pani Kornikowa siedziała spokojnie i starała się wpłynąć pozytywnie na Popiołka. Częściowo jej się to udało, Popiołek usiadł i nie niszczył już hali odlotów.  Jak przystało na prawdziwego bohatera załatwił wszystko co trzeba, odpowiednie osoby poinformował więc pozostało  czekanie. Na szczęście czas szybko zleciał i lot odbył się o ustalonej godzinie.
Tak jak Popiołek wspominał na początku Kornik, mimo braku skrzydeł miał „swoje osobiste odloty” ale szybko mu przeszło gdyż lot był bardzo spokojny. W Monachium okazało się że mamy jeszcze mnóstwo czasu, bo następny lot był opóźniony o pół godziny z powodu burzy. W samolocie Kornikowa nie mogła się doczekać kiedy dostanie słuchawki, więc włączyła sobie bajki Walta Disneya, gdyż to była jedyna propozycja którą dało się oglądać bez dźwięku. Chyba ją pokarało bo komputer jej się zawiesił i nie mogła już nic innego włączyć. Po 2h mogła włączyła muzykę, ale  szybko ją lot zmęczył i zasnęła. Obudził ją zapach indyjskiego specjału które wziął dla niej Popiołek. Kornikowi potrawa wycisnęła łzy z oczu a to dopiero był poczęstunek w samolocie a nie prawdziwe indyjskie jadło. Przeraziła ją ta myśl.
To było na chwilę przed lądowaniem. Kornikowi bardzo podobały się zwroty jakie  wykonywał pilot. Niestety, podróżnicy siedzieli w środku a okna zasłaniali akurat Hindusi wiec nie mogła Kornikowa zobaczyć tyle ile chciała. A Kornik naturę ma małego dziecka – bardzo ciekawską, więc wyginała śmiało ciało żeby tylko coś dojrzeć ;P.
Jaki był pierwszy komentarz Kornika po wyjściu z terminala?! Tak !

– Ale tu śmierdzi !!!

Jeżeli Kornika nie zabiją warunki tu panujące to napisze co działo się dalej:).

Jak to Korniczek Indie odwiedzała

Tu nadaje stacja New Delhi. Prowadzącym jest Korniczek. Wtóruje jej pan Popiołek. Przedstawiamy szanownym Czytelnikom relację z podróży. Nie obyła się ona oczywiście bez przygód – bo jakże by mogło być inaczej. Na początku, gdy poziom paniki w oczach Kornika sięgał apogeum, islandzki wulkan się nad nią zlitował i zapłakał rzewnymi łzami tak, że jakakolwiek wyprawa nie była możliwa. Jednak jak to z łzami bywa i one się kończą.

Następnego dnia pan Popiołek i pani Kornik udali się na lotnisko, by znów spróbować szczęścia. Tym razem poszczęściło się im.   Jednak w związku z zapłakanym wulkanem odbieranie kart pokładowych trwało prawie godzinę, po czym Korniczek, gdy zorientowała się ile pozostało czasu do odlotu,  z błyskiem szaleństwa w oczach pognał w te pędy na bramkę. Tu jednak zaskoczenie. Miła pani kazała parokrotnie przejść przez bramkę, gdy nagle pojawił się komunikat, że lot opóźniony jest o godzinę. W tym momencie błysk szaleństwa pojawił się w oczach Popiołka, w żyłach zagrała żądza  krwi. Korniczek czynił cuda, by tylko powstrzymywać Popiołka przed rozniesieniem miejsca w pył. Dzięki jej heroicznym wyczynom udało się jego mordercze zapędy powstrzymać. Tu należy się Czytelnikowi małe wyjaśnienie. Pan Popiołek przeszedł do stanu berserk tylko z jednego powodu: mianowicie kolejny lot następował krótko po przybyciu do miejsca przesiadki i istniało spore niebezpieczeństwo, że opóźnienie uniemożliwi przelot do miejsca docelowego. Udało się jednak jakimś cudem zdążyć.

W czasie lotu do Indii Korniczka fascynowało wszystko wokół i jakoś tak dziwnie zieleniał, gdy samolot dokonywał korekty kursu. Obyło się jednak bez problemów żołądkowych. Jednakże Kornik nie byłby Kornikiem, gdyby czegoś nie zmalował 🙂 Udało jej się zawiesić na kilka godzin monitor umieszczony na siedzeniu. Po dłuższych lamentach i narzekaniach oraz interwencji Popiołka udało się go zresetować i zaczął działać poprawnie. Przy tym poznał pan Popiołek tajemnicę OS-u jaki posiada linia lotnicza. Przy posiłku Popiołek zaproponował indyjską potrawę na co Korniczek skwapliwie się zgodziła.

Po wylądowaniu pan Popiołek odetchnął z ulgą, że Korniczek zniósł podróż dobrze. I musi stwierdzić, że jest z niej dumny.

Godny uwagi jest również pierwszy komentarz Korniczka po wyjściu z terminala:

Ale śmierdzi !

Ciąg dalszy nastąpi o ile Korniczek nie zakatrupi Popiołka w międzyczasie 😉

Grecki kryzys

Powoli zaczynam mieć powyżej uszu Grecji i jej ciągłych lamentów, że „prawdopodobieństwo bankructwa kraju” jest winą wszystkich innych, a w szczególności Niemiec, tylko nie samych Greków.  Nie ma w tym ziarna prawdy. A oto kilka faktów, na których opieram swoje twierdzenie:

Wszystkie kraje Europy miały ostatnio duże problemy w związku światowym kryzysem finansowym. Żaden z krajów strefy euro nie chce, lub nie jest w stanie trzymać się w ryzach trzech procent PKB długu. Oprócz Grecji zagrożonymi bankructwem krajami były, lub są: Irlandia, Hiszpania i Portugalia. Wyspiarze zacisnęli pasa i poczynili wszystko, by tej możliwości uniknąć i, jak na razie, udaje im się uniknąć bankructwa. Półwysep Iberyjski czyni podobnie.

Niemcy się zdenerwowali i powiedzieli STOP. Wcale się nim nie dziwię. Płacą najwięcej z Unii Europejskiej do wspólnego budżetu, a teraz muszą jeszcze płacić na bumelanta. Grecja cały czas miała w głębokim poważaniu resztę Europy, dopóki nikt się nie wtrącał. Nie przestrzegali  żadnych zaleceń. Ile razy takiemu „koledze” można pożyczać pieniędzy? Raz, dwa? Potem każdy stwierdzi, że to nie ma sensu.

Grecy zamiast iść drogą Irlandii i zacisnąć pasa, to zachowują się jak dzieci i wyciągają rękę do innych po pomoc,  strajkując przy tym raz za razem. Nie pomaga to im, a jedynie bardziej szkodzi. Może czas, by Europa powiedziała BASTA

Solidarnym z Grekami można być w momencie, gdy rzeczeni się starają i im nie wychodzi. Jeśli im nie zależy to czemu ma zależeć nam?

Poniżej zamieszczam ciekawy post, pisany przez fachowca, potwierdzający moje dywagacje:

Grecki prologos