Włochy cz. 2

No tak moi mili w wyniku wielu ciepłych słów dopadł waszego uniżonego skrybę szał pisania. Choć z drugiej strony przydałaby się jakaś konstruktywna krytyka, oczywiście nie przesadzając 🙂 Gdyż nic tak nie motywuje to tworzenia jak grupa zajadłych i zagorzałych krytyków nie pozostawiających suchej nitki na jakimkolwiek bajarzu. A bajać będziemy, oj będziemy…

Jak to wspomniano nieśmiało – w tym momencie narrator opuścił skromnie swe oczęta, gdyż nie śmiał spojrzeć w oczy czytelnika – we wcześniejszej bajce to opowiadanie zawierać będzie opis działań sił piekielnych znanych Wam pod postacią „siły wyższej” oraz innych przedziwnych zdarzeń. Jednakże pointa całego bajania będzie dość przejrzysta. Dlatego też urządzamy konkurs na dostarczenie odpowiedzi na następujące pytanie wydawcy (no patrzcie do czego to doszło nawet jakiś wydawca się napatoczył) a brzmiąca dosyć groźnie: „Jaka jest pointa opowiadania?”.

Ale od początku..

Za siedmioma górami, za siedmioma lasami – tu wtrącił się recenzent  delikatnie sugerując, że niżej podpisany może być oskarżony o coś zwanego plagiatem (ki diabeł???). No ale sprzeczać się nie pora ani czas. Tak więc…

Bajarz przymknął oczy, za oknem cicho turkotały koła, gdy Dwie Kwoki zaczęły swoje lamenty obrzucając narratora stekiem kalumnii na temat jego skromnego ubioru oraz zachowania    (na szczęście rozumiał tylko co 10 słowo więc uszy za bardzo mu nie spuchły).
Jako, że wybierał się na dwór książęcy ubiór musiał być reprezentacyjny. To też rozsierdziło DW (nie mylić z TW, gdyż IPN jak amen w pacierzu porachuje kości skrybie), bo jak to tak ubrany i…
– Nie posiadający karocy tylko podróżujący zwykłym zaprzęgiem, co też za czasy nadeszły – westchnęła pierwsza
– Może jakiś pomniejszy – zamyśliła się druga
– No i patrz jak się wywyższa nawet mieszczek rozmową nie zabawi
W tym momencie na ustach narratora zaczął błąkać się ledwo dostrzegalny lisi uśmieszek i postanowił nie odzywać się do końca podróży zaciekawiony zacietrzewieniem przekupek.
– Cóż to za wychowanie – mruknęła jedna – skąd też tacy się biorą??
– Teraz cicho, a w pracy to on pewnie uchodzi za paniczysko…
Tu zaczęła się żywiołowa gestykulacja i słowotok Dwóch Kwok, który zakończył się wraz z opuszczeniem przez bajarza środka lokomocji.

Po dotarciu do celu podróży okazało się, że „siła wyższa” nie jest tak nieomylna jakby się wszystkim mogło wydawać. Cel pierwotnie wyznaczono bowiem blisko 30 km po przeciwnej stronie niż naprawdę się znajdował. W związku z tym dane było narratorowi przemierzyć miasto per pedes, by dotrzeć do pracy. A pogoda wtedy była pod psem. Zacinał śnieg, potem deszcz, a nasz przemoczony i zziębnięty bohater mknął wśród bram, uliczek i tłumu autochtonów..

Po pewnym czasie…

I znowu podróż do pracy..

Narrator usiadł naprzeciwko jakiegoś mieszczanina. Ciekawy widok. Włosy na żelu postawione do góry, ciemna karnacja, mocno podkreślone kredką rzęsy. Od razu przyszło mi na myśl, żeby do tego dołożyć obroże nabitą ćwiekami, jakąś skórę i może on uchodzić za zagorzałego satanistę, co też niezwłocznie należało przekazać Świętej Inkwizycji pod groźbą łamania kołem. Oczka małe, przerażone, rozbiegane i węszące wszędzie podstęp. Do tego słuchał takiego ciężkiego trash metalu, przy którym Black Sabbath można by porównać z Michaelem Jacksonem. Choć… jak się zastanowić nie widać było jego szyi gdyż miał owinięty czarny szal wokół niej. Kto wie …. może ukrywał właśnie obrożę z ćwiekami.

Tym razem był sam. Wokół walało się mnóstwo okryć wierzchnich. Bajarz czekał ze spokojem na powrót właścicieli. Nagle wpadł. Zdyszany, pędził niczym rączy ogier, obrzucił go nieufnym spojrzeniem, sprawdził stan posiadania i sapiąc wrócił pilnować swojej niewiasty. Gdy para kochanków wróciła na swoje miejsca dama była tak wzburzona, że nie zatroszczył się o jej przybytek, że nie odezwała się do niego słowem przez dłuższa chwilę. Biedaczysko wił się, błagał, całował i padał na kolana, by mu tylko przebaczyła. Smutny był to dla narratora widok. Po pewnym czasie bańka prysła i jak gdyby nigdy nic mizdrzyli się dalej ku uciesze gapiów.

Tym razem zabawna sytuacja zdarzyła się podczas powrotu do domu. Zacinał ostry deszcz i jakimś trafem wszystkie środki transportu zaczęły się spóźniać po pół godziny. Gdy już miał nadjechać zapowiedziany… niespodziewanie na peron wpadł…towarowy kontenerowiec. Narrator nieśmiało podejrzewa, że kontenery stanowić miały pierwszą klasę. Następnie    jakiś lokalny paniczyk zadał narratorowi pytanie, którego ten nie pojął delikatnie sugerując, że nie rozumie tego języka. Zdumiony paniczyk wstrzymał oddech, a następnie serdecznie przeprosił, że się pytał, gdyż nie miał o tym pojęcia. Dziwny naród…

dodajdo.com

Advertisements

One thought on “Włochy cz. 2

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s