Klasa dla krzyża

Znowu ta sama sprawa wróciła jak bumerang, a to za sprawą artykułu w GW. Już o tym wcześniej pisałem. Nie poprzestając na słowach wysłałem również petycję do prezydenta. Wracając jednak do meritum. Tym razem jednak mój odbiór opisywanej sytuacji tj. wyznaczenie oddzielnej sali do lekcji religii, jest  jak najbardziej pozytywny i podpisuję się pod nim. Z jednym małym „ale”. Aż kusi, by napisać tu słynne polskie powiedzenie „Chcieliśmy dobrze, a wyszło jak zawsze”. Spowodowane jest to przytoczonym poniżej fragmentem artykułu.

„(…) rodzice chcą specjalnej sali z krzyżem teraz. – Jesteśmy katolikami. Do czego mają się modlić nasze dzieci, do tablicy? – mówią. Katolicy stanowią w szkole większość. – Do tej pory siedzieliśmy cicho. A dyrektorka przestraszyła się mniejszości.”

Wszystko byłoby dobrze, gdyby rzeczonymi rodzicami powodowała troska o wychowanie dzieci w wierze, jaką oni wyznają. Twierdzenie, że dyrektorka wystraszyła się mniejszości jest co najmniej chamskie. To znaczy co? Postawa TKM, na którą tak wszyscy narzekają i psioczą? Jesteśmy większością i my mamy rację, a mniejszość niech zamilknie?! Gdzie się podziała tolerancja?!

To mam pytanie do rodziców – autorów tych słów, jak i czytelników:

Czy lubicie jak ktoś narzuca Wam swoje zdanie nie licząc się zupełnie z tym co myślicie?

Ja nie. Myślę, że wy również nie. Więc postarajmy się nie narzucać siłą naszych poglądów nikomu, a jedynie ich do nich przekonywać.

Aktualizacja: 11/12/2009

Doczekaliśmy się kontynuacji sprawy i reakcji odpowiednich władz. Uczniowie słusznie stwierdzili, że:

„Umieszczanie symboli religijnych w publicznej instytucji odbieramy jako przejaw faworyzowania przez szkołę konkretnego światopoglądu”.

Dyrekcja najpierw przychylna petycji, po ataku rozwścieczonej tłuszy, podobnym do sytuacji przedstawionej wcześniej, tym razem przestraszyła się „większości” i wykręcając się od odpowiedzialności zasłoniła rozporządzeniem ministra edukacji z 1992 r. Niestety dla pana dyrektora, nie zrozumiał on poprawnie tegoż rozporządzenia. Akt nie nakazuje, by krzyże w klasach zawisły, a jedynie wskazuje na taką możliwość.

Taka reakcja ludzi i władz skłania mnie do następującej refleksji. Nasze społeczeństwo jeszcze nie dorosło…albo jesteśmy zdecydowanie ‚za’ (i tylko „my” mamy rację), albo zdecydowanie ‚przeciw’ (z takim samym nastawieniem). Nie potrafimy dyskutować merytorycznie i starać się zrozumieć drugą stronę, a jedynie emocjonalnie narzucać rozwiązanie według nas jedynie słuszne.

Jeszcze długa droga przed nami…ale jak każdy wie dzieciństwo i okres -nastu lat to czas niezwykle burzliwy. Jednakże powoli dochodzimy do dorosłości i najwyższa pora dorosnąć, a nie zachowywać się jak rozwydrzone dziecko.

dodajdo.com

Podziękowanie dla byłego rządu, czyli ile dobrego ze złego

Idąc dzisiaj do pracy coś mnie tknęło. Zacząłem się zastanawiać czemu zacząłem pisać o polityce i rzeczach, które są dla mnie ważne – de facto o tym tylko piszę na blogu. I doszedłem do wniosku, że jest to niezamierzona „zasługa” poprzedniego rządu. Takiej impertynencji, braku taktu i chamstwa w takim nagromadzeniu to w życiu nie widziałem. Każdy ma swój próg bólu. Rządy PIS, LPR-u i Samoobrony go przełamały. Widząc co się aktualnie dzieje, dochodzę do wniosku, że nie tylko u mnie został  on przekazany. Pokazały to ostatnie wybory. Większość znanych mi osób głosowała przeciwko czemuś, a nie za czymś. Czyli, „jeśli już gorzej być nie może…”. Za to właśnie dziękuję (paradoksalnie) uczestnikom poprzedniego rządu.

dodajdo.com

Pan prezydent się myli

Właśnie trafiłem na ciekawy wpis. Ponieważ już wcześniej się na ten temat wypowiedziałem, więc tylko uzupełnie.

Na dziś jest już ponad 5000 osób, które swoimi podpisami potwierdziły moje zdanie: że (…) wręcz popierają ideę braku jakichkolwiek symboli religijnych w szkołach, przedszkolach i innych instytucjach publicznych. To cytat z listu, który można wysyłać pocztą elektroniczną na adres pana prezydenta. Już go podpisałem i wysłałem.

Adres strony internetowej za pomocą której list ten można wysyłać:

http://pansiemyli.racjonalista.pl/index.php

dodajdo.com

Polacy za granicą

Właśnie trafiłem na portalu Gazeta.pl na dwa ciekawe teksty: pierwszy to komentarz do decyzji litewskiego Sądu Konstytucyjnego, która uniemożliwia pisanie nielitewskich nazwisk w litewskich paszportach w oryginale. Kolejny pokazujący jak Litwini sobie z tym radzą. Poniżej przedstawię kilka cytatów, do których chciałbym się odnieść

  • „Niezależnie od tego, jakie stanowisko zajmuje urzędnik państwowy, powinien on uszanować konstytucję innego państwa, decyzje Sądu Konstytucyjnego i powstrzymać się od komentarzy na temat ustawy zasadniczej” – powiedział w wywiadzie dla litewskiego radia Żiniu Radijas Szukys.

Tu zgodzę się w pełnej rozciągłości. Gdyby tylko nasi politycy dorośli do takiej świadomości i dojrzałości obywatelskiej. Dura lex, sed lex.

  • W ocenie wiceprzewodniczącego Sejmu Raimondasa Szukysa, pozwolenie na zapis w litewskich paszportach nazwisk w oryginalnej formie uderzyłoby w status języka litewskiego. Jeżeli chodzi o pisownię nazwisk polskich,(…)że to nie jest problem językowy, tylko polityczny.

Podobnie jest u nas z „Ustawą o języku polskim”, o której już wcześniej pisałem. Tylko w przeciwieństwie do Litwinów, u nas wykorzystuje się ją do rugowania wszystkiego na nam się nie podoba, a nie ochronie języka per se. Jest to dokładnie problem polityczny, tylko i wyłącznie. Gdzie nie ma woli, tam się nie da nic zrobić.

Pisownia obcojęzycznych nazwisk w danym języku to problem ogólnoświatowy. Ważna jest jednak chęć rozwiązania niedogodności. „Gdzie są chęci, są i możliwości” jak mówi stare powiedzenie.

  • „To nie jest moja osobista opinia. W 2005 roku Komisja uznała, że w sprawie pisowni nazwisk polskich ma zapaść decyzja polityczna, a gramatyka na to zezwala” – powiedziała Smetoniene.
    Również w ocenie politologa Raimundasa Lopaty sprawa pisowni nazwisk to problem polityczno-psychologiczny, a nie prawny.
    „Nie zważając na to, że jesteśmy członkami Unii Europejskiej, charakterystyczne jest dla nas zamknięcie się, przesadna troska o zachowanie litewskości, i to ma wpływ na decyzje polityków” – powiedział Lopata w środowym wywiadzie dla polskiej rozgłośni w Wilnie „Radia Znad Wilii”.

Niestety nie tylko u Litwinów panuje ten problem. U nas też, szczególnie gdy rządzący państwem są przewrażliwieni na punkcie innych nacji. Różnica jest taka, że oni zdają sobie z tego sprawę. Nasi politycy mają w tej kwestii klapki na oczach – niestety.

  • W opinii Szukysa, który jest specjalistą od prawa konstytucyjnego, istnieje jeszcze jedna możliwość – zmiana doktryny, na podstawie której orzeczenia wydaje Sąd Konstytucyjny. Zmiana taka mogłaby nastąpić w wyniku procesu ujednolicenia prawa w państwach członkowskich Unii Europejskiej.

I to jest postawa, której naszym politykom brakuje. Szukają dziury w całym, tylko by czegoś nie zastosować. Zamiast tego powinni myśleć o tym, jak zaadaptować prawo tak, by nie szkodziło ono naszym narodowym interesom.

dodajdo.com

Prezydent oburzony, czyli nic nowego

Jak to życie lubi zaskakiwać. Wczoraj odniosłem się do komentarzy Kościoła w sprawie orzeczenia Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, a tu dzisiaj znajduję na onet.pl poniższą wypowiedź prezydenta Lecha Kaczyńskiego:

„- Nikt nie będzie w Polsce przyjmował do wiadomości, że w szkołach nie wolno wieszać krzyży, nie ma na co liczyć. Być może gdzie indziej tak, ale w Polsce nie – zaznaczył prezydent.”

To mówi prawnik z wykształcenia i osoba przysięgająca wierność Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Pozostawię bez komentarza, gdyż jest on zbędny.

Aktualizacja: Właśnie trafiłem na ciekawy wpis, który uzupełnia powyższą wypowiedź. Przytoczę tu fragment, z którym się zgadzam:

(…)w Konstytucji pisze, że ‚Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych i światopoglądowych oraz filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym’, mówił, że nie wyobraża sobie szkoły bez krzyży. Gdyby powiedział to jako Lech Kaczyński, to proszę bardzo – może tak sobie mówić. Ale jako prezydent RP, a w tej roli przecież wystąpił dzisiaj, to ma obowiązek zachować bezstronność.

A tutaj kolejny przyczynek do tej samej sytuacji.

W tym miejscu należy się krótki komentarz. Gdyby ktokolwiek uważał, że dziwnym jest cytowanie innych blogów zamiast pisanie własnego komentarza, to już wyjaśniam. Nie robię tego po to, by uniknąć przedstawienia własnych poglądów. Jedynie dlatego, że z tymi poglądami się zgadzam i przez szacunek do autora przeczytanych słów odsyłam do oryginalnej wypowiedzi. Tak by czytelnik  mógł przeczytać kontekst cytatu i sam ocenić. Każdy kto pisze, ma prawo by jego słowa przeczytano wraz z kontekstem.

 

dodajdo.com

Biskupi oburzeni – znowu, czyli powtórka z rozrywki

Wiedziałem, że to się tak skończy Biskupi oburzeni na Strasburg. Dlaczego? Gdyż państwo włoskie pozwała do Trybunału w Strasburgu Finka Soila Lausi. Argumentowała, że zlekceważono jej prawo do wychowania dzieci zgodnie ze światopoglądem świeckim. Wyrok został skomentowany przez kardynała Stanisława Dziwisza (podaje za GW):

„(…) podkreślił, że deptanie wolności religijnej to „przejaw dyktatury relatywizmu”.

– Dochodzi do tego, że chrześcijaństwo próbuje się wypierać z życia publicznego, a sędziowie, którzy ustawiają się w roli stróżów wolności poprzez ten wyrok, sami stają się jej zaprzeczeniem – powiedział.”

Według preambuły Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej:”wszyscy obywatele Rzeczypospolitej,zarówno wierzący w Boga (…) jak i nie podzielający tej wiary, a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł, równi w prawach i w powinnościach wobec dobra wspólnego”. Podobnie jest we Włoszech (patrz Artykuł 3 i 8 ustawy zasadniczej).

Z jakiego powodu jedna z religii ma mieć pierwszeństwo nad innymi? Co ma powiedzieć osoba prawosławna, która też miałaby ochotę zobaczyć krzyż prawosławny np. w klasie? Gdzie podział się duch ekumenizmu? Czemu kolejny raz Kościół neguje wyroki sądów?

Te oto pytania cisną mi się na usta słuchając tego typu wypowiedzi. Niestety, jak dotąd, nie uzyskałem na nie satysfakcjonującej odpowiedzi. Pozostało czekać…

dodajdo.com

Ludzie, internet, anonimowość

Ostatnio znalazłem błąd na blogu (po długim czasie istnienia strony) i zastanawiając się czemu nikt mnie o tym nie poinformował, zrobiłem sondę (patrz Mea Culpa). Teraz przyszedł czas na wstępne podsumowanie. Tylko 1 z 4 czytelników wziął  w niej udział, a ogrom odpowiedzi było typu „Nic nie robię”. Zastanawia mnie dlaczego?

Z jednej strony wychodzi na to, że ludzie nie zwracają uwagi na to, co czytają, a z drugiej nie chce im się nawet zwrócić uwagi na błędy. Jest to trochę dziwne uwzględniając popularność blogów, portali społecznościowych typu Nasza-Klasa, czy Facebook. Czyli nie wynika to z lenistwa, czy anonimowości, jaką daje sieć. Z drugiej strony wszystkie blogi i programy typu” Big Brother” pokazują ludzką potrzebę dzielenia się swoimi myślami, życiem z ludźmi – czasami tylko po to, by zostać „sławnym”. Więc z czego to tak naprawdę wynika? W czym tkwi tajemnica? Może Wy mi odpowiecie…

dodajdo.com