Arabia Saudyjska cz.1

Translate to ENGLISH

Opis na gorąco pierwszych wrażeń z kraju arabskiego…chaos, wymieszanie wątków…brak ładu i składu. Ale cóż tak to czasami bywa z relacjami „na gorąco”. Przyjemnej lektury

No to już jestem w miejscu docelowym. Upału nie ma – tylko 45 stopni :). W sumie to nie jest źle, gdyż wilgotność pomaga i człowiek tak tego nie odczuwa. No a teraz w skrócie przebieg dotychczasowych osiągnięć.
Tak wiec szanowni Państwo zaczynamy opowiastkę jak to wybrała się sójka za morze.
Lot był w sumie spokojny – bez żadnych sensacji. Natomiast lądowanie w Jeddah wyglądało jak z Gwiezdnych Wojen. Miasto z lotu ptaka wygląda jak Gwiazda Śmierci. Wszystko pobudowane jak z klocków Lego – w kwadraciki – a latarnie oświetlające ulice ustawione idealnie w równych odległościach. Nie ma czegoś takiego jak w Polsce domek tu, domek tam, tylko wszystko takie same – parterowe chatynki pobudowane w kształcie kwadratów.

Oczywiście na lotnisku podział na kobiety i mężczyzn tzn. przy jednej ścianie krzesełka tylko dla płci męskiej, a przy przeciwnej tylko dla żeńskiej. A dokładniej dla ninja, gdyż kobiety chodzą w kwefach i widać tylko szparkę oczu i to też czasami. Ogólnie z kobietami to tu jest bardzo śmieszna historia – mianowicie kilka dni temu znajomy wszedł do windy w hotelu i widzi jakiegoś mężczyznę obok. Nagle obraca się i podskakuje, gdyż obok niego stoi jedna z takich „czarnych wdów” wcześniej niewidoczna – tak wiec można się nieźle ubawić.

No ale wracając do historii. Po 3 h jazdy dotarliśmy do hotelu i tu mile zaskoczenie. Ładnie urządzony pokój z dużym łóżkiem – tak mniej więcej na 3 osoby :).

Następnego dnia pojechaliśmy po raz pierwszy na cementownie i troszkę ja pozwiedzaliśmy. Tu okazało się, że wczorajsza pogoda to pomimo skwaru ok. godziny 20 tj. po zachodzie słońca, nie oddawała możliwości klimatycznych. Gorąco robi się dopiero koło godziny 14. Od razu zaczęły boleć oczy od słońca, tak wiec doszliśmy do wniosku, ze okulary to konieczność inaczej może nam doskwierać brak oczu. Po spacerku mięliśmy jakieś pół kilograma cementu w butach – no ale od czegoś trzeba przecież zacząć. Poza tym darmowy prysznic 🙂 Ogólnie pracuje się w klimatyzowanych pomieszczeniach więc nie jest źle, ale przy otwarciu drzwi na zewnątrz budynku … witamy w darmowej saunie.

Sama cementownia leży tuż nad Morzem Czerwonym, ale tak zapyla okoliczne wody, że nie warto się kąpać. Położona jest pośrodku pustyni, a dojeżdża się do niej mijając punkt kontrolny, gdzie siedzi żołnierz na działku lotniczym – pierwsze wrażenie niesamowite. Droga do pracy jest z reszta bardzo ciekawa – 2 paski asfaltu a na około piaski, piaski, piaski.

Jedzenie też w sumie jest w porządku. W kantynie mamy do wyboru aż 3 dania dnia 🙂

1. Ryż, sałatka, kurczak.

2. Sałatka, ryż, kurczak.

3. Kurczak, sałatka, ryż.

Normalnie pełny wypas. No a przy tym robimy tu za egzotyczną atrakcję turystyczną, gdyż tylko my tam jadamy poza Arabami, a cała reszta bierze jedzenie na wynos. Wszyscy nas oglądają i komentarzom nie ma końca – to dopiero popularność !!! :D. Ludzie są jak na razie serdeczni i odnoszą się do nas z szacunkiem. Tylu „sirów” co tu to dawno nie słyszałem. Mamy super kierowcę, który obwozi nas gdzie tylko chcemy, a przy tym pokazuje gdzie można dobrze zjeść, czy coś ciekawego kupić.

Z zakupami tez jest fajnie, gdyż sklepy zamykane są 6 razy dziennie, gdy tylko imam wezwie na modlitwę i pół godzinki z głowy. Sklepy w większości wyglądają jak stoiska na targowisku, gdzie można kupić wszystko i nic – począwszy od latarki, a na DVD skończywszy. I największa atrakcja kupowania…nigdzie nie ma cen !!! Wiec kupuje sie za tyle ile wytargujesz. Kolega kupiłby zegarek Casio za 800 SAR, a cena wyjściowa była 1800 SAR (przelicznik do złotówki to 1:1), wiec jak widać warto się potargować, a Saudyjczycy to uwielbiają.

Możesz go pobrać jako PDF.

dodajdo.com

Reklamy